Agata Zbylut | „Rżnięty Kryształ”| ms44

17 października – 31 listopada 2015 | h Galeria Sztuki Współczesnej ms44 | Świnoujście

otwarcie wystawy 17 października | sobota | godzina 18.00

 

 

KimjestAgataZbylut?
Ryszard Ziarkiewicz

Agata Zbylut nie jest feministką. Jest Agatą Zbylut, która jest artystką. Między innymi. Szukając źródeł jej twórczości, czyli jak to dzisiaj bywa, szperając w internecie, zamiast w pamięci historyka sztuki, natknąłem się na ciekawe artystki, w tym feministki, ale żadna nie pasuje mi do jakiejś proroczej tezy, że oto źródłem twórczości Zbylut jest ….!

Czy zatem Zbylut do niczego nie nawiązuje, jest samorodna, oddzielna i niepowtarzalna?

Na to wygląda, choć warto zwrócić uwagę na globalne podobieństwa, mimo wszystko. Ułatwi nam to, bo przecież o to chodzi w tekstach krytyków o sztuce, opisanie i uporządkowanie faktów na temat twórczości Artystki, które zazwyczaj robi się z nadzwyczajnej okazji, jaką dla artysty jest wystawa. 
Dlatego zanim przejdę do analizy sztuki Zbylut zwrócę uwagę na tytuł wystawy, który jest wyjątkowo ciekawy, a nawet w pewnym sensie agresywny. „Rżnięty kryształ” – to tytuł pokazu – nawiązuje bezsprzecznie do epoki PRL-u, lat 60. 70. i 80. ubiegłego wieku, w których niezwykłym uznaniem społecznym cieszył się wyrób z grubego szkła nacinanego w raczej abstrakcyjne wzory. Przedmioty te były obiektem pożądania zwykłych obywateli, a w związku z nadnaturalnym popytem były trudno dostępne i drogie. Pełniły funkcję wyznacznika zamożności i powodzenia społecznego. Ich szczęśliwi właściciele wystawiali je na widok publiczny w kredensach, szafach i meblościankach. Były to w rzeczy samej „wystawy” kryształów, które pełniły podobną funkcję do ołtarzy, które uświęcały i wywyższały Świętych czy kolumnady dworków szlacheckich, które zagradzały drogę do wnętrza zwykłym śmiertelnikom. Ponieważ Kryształy były tak „niezwykłe” nie pełniły roli użytkowej, lecz wyłącznie symboliczną. Mieszkanie z galerią Kryształów, było lepsze, niż lokum bez takowej ekspozycji. Ot taki odlot PRL-u, ale bardzo znamienny ikonograficznie i ważny socjologicznie. Trzeba dodać, że same kryształy i ich ekspozycje nie miały waloru estetycznego wartego wzmianki. Rżnięty kryształ był w istocie ucieleśnieniem kiczu. Fenomenem kryształu jest zatem rozdźwięk pomiędzy formą a przypisywaną mu symboliczną wartością.

Czy nie na to właśnie chce zwrócić naszą uwagę Agata Zbylut? Rozdźwięk pomiędzy uznaną społecznie, aprobowaną masowo umowną wartością, a samą formą, w którą się ona przyobleka i przy okazji dekonspiruje. Ale do dekonspiracji „wewnętrznego oszustwa”, które jest immanentnie wpisane w kryształ, potrzeba bystrego oka. Zbylut dekonspiruje pożądanie kryształu jako przymusowy zwyczaj społeczny, który w swoich pracach porównuje do ślubu. Cykle sukien ślubnych realizowane przez artystkę od lat 90. XX wieku są w jakimś sensie odpowiednikami kryształów. Ślub też jest przymusem społecznym przekazywanym z pokolenia na pokolenie, pielęgnowanym jak rytuały kościelne. Wywyższanym i przecenianym, co dzisiaj wydaje się coraz bardziej oczywiste. Nie zmienia to jednak faktu, że przymus pozostaje przymusem. Zbylut opisuje go jako pożądanie sukni ślubnej. Suknie mają zresztą wiele wspólnego z rżniętym szkłem: barokowe kroje i linie, falbany, zszywki i zaszywki, półcienia i falowania. Przepych kryształu i sukni ślubnej, ale także innych sukien, ma tę samą funkcję: zaspokoić pożądanie, spełnić oczekiwania społeczne. Mimo tak krytycznej postawy i „jednoznacznych prac” Zbylut nie można porównać z żadną inną polską artystką, choćby nie wiem jak feministyczną. Za jej postawą tkwi potrzeba badania i opisania fenomenu, a nie idea sprzeciwu i wyzwolenia z przymusu. Bo czy za każdą walką stoczoną przez feministki nie podąża jak złowrogi cień kolejne zniewolenie?

Zbylut rejestruje współczesne zwyczaje i ich odstawanie od rzeczywistości, także oczekiwań samych bohaterek jej twórczości, czyli kobiet. Ściślej samej Agaty Zbylut. Pomiędzy społecznie pożądaną i wymaganą wizją roli kobiety w systemie, a indywidualnym odczuciem spełnienia zieje przepaść. Dotyczy to także symboliki wyższej (a może nawet najwyższej) czyli miłości do ojczyzny, zideologizowanego Patriotyzmu, który przyswoił najlepiej, co wcale mnie nie dziwi, Kibol. To on jest wybrankiem Ojczyzny, a ona jego oblubienicą. Zbylut opisuje mistrzowsko te zabawne małżeństwo szykując stosowną suknię ślubną uszytą z szalików fanklubu. Piękną i zadziwiająco prawdziwą. To już nie jest tylko suknia, to arcydzieło rzemieślnika. Stawia pod znakiem zapytania ceremoniał i symboliczną, kibicowską miłość do matki Polki, ale nie podważa prawdy i specyficznego „piękna” tego uczucia, które polega na męskich rytuałach . Tak jak nie podważa swojej kobiecości, której nie możemy pomylić z feminizmem. W pracy zatytułowanej „Wszystko mogę” Zbylut może wszystko dlatego, że jest Zbylut, a nie dlatego, że jest feministką. Przypomina mi to nieco postawę Katarzyny Kozyry, która jest tym, kim chce być, a nie tym, kim powinna. Podobieństw pomiędzy Kozyrą a Zbylut jest więcej: wystarczy wspomnieć o barokowym przepychu choreograficznym ostatnich filmów Kozyry, w których płcie się mieszają i ukrywają pod maskami i sukniami.

Wśród powinowactw pośrednich pomiędzy sztuką Zbylut, a twórczością polskich artystek współczesnych, trzeba powiedzieć jeszcze o symbolicznych połączeniach ze sztuką Natalii L.L. z lat 70. Cykle „konsumpcyjne” Natalii L.L. wypisz wymaluj są w tym samym klimacie co praca Zbylut „Wszystko mogę”. W obu pracach chodzi moim zdaniem o samowyzwolenie i akceptację własnej seksualności. Obie artystki wpisują się w nurt feminizmu wyzwolonego z własnej ideologii. Tylko czy istnieje coś takiego? Nie ważne. Podoba mi się ten klimat. Och, wspaniałe Kobiety tworzące sztukę reprodukujcie się szybko przed nadejściem Ciemności (cytat, ale nie pamiętam z kogo).

Ciemność. Czy to nieuniknione? Patrząc na ostatnie prace Zbylut – akcent pada na „tak”! Fresk ze stacji metra Marymont w Warszawie, praca FACE OFF (drukowany fryz, obiekt – płaszcz Rycerzy Chrystusowych i złote brokatowe szpilki w rozmiarze 39 z roku 2015) zapowiadają śmiertelne zwarcie Rycerzy Chrystusowych z Rycerzami Allacha. Jak zwykle u Zbylut, nie jest to zapowiedź katastrofy, ale zmysłowy taniec w brokatach, uniesienie mistyczne, a więc coś z wyższej półki, tylko dla wybranych. Tajemny kod. Czyżby Kobiety szykowały się na nadejście nowego świata właśnie w ten sposób? Mistycznie i odlotowo? Ale nowy Bóg jest zapowiedzią nowej rozkoszy i jednocześnie nowego kontrolowanego społecznie pożądania. Jest o czym myśleć…

 

RŻNIĘTY KRYSZTAŁ

 

…”Kiedy po raz pierwszy rozmawiałam z Andrzejem Pawełczykiem, kuratorem Miejsca 44, miał już przygotowany tytuł wystawy. Delikatnie, aby mnie nie urazić, próbował nakreślić jej temat, który miał eksplorować moją kobiecość, kobiecość bezdzietnej starej panny po 40. Zaintrygował mnie. Żyję tak jak chcę i lubię swoje życie pewnie dlatego zamiast wyprzeć tę rozmowę, uczepiłam się tych kilku słów.

 

Obok Rżniętego kryształu pokażę prace, które powstawały przez 15 lat. Wybrałam te realizacje w których negocjowałam swoje miejsce w społeczeństwie. Czego ja w tym czasie nie robiłam? Przekonywałam, że wraz z moją suczką Jesteśmy milutkie, śniłam sny prowincjonalnej artystki, mówiłam Kocham Cię i to nie raz. Po kolei odrzucałam przygotowane scenariusze bycia żoną, matką, bogobojną katoliczką a nawet patriotką – oczywiście w rozumieniu uczestników Marszów Niepodległości z 11 listopada.

 

Najstarsza praca to Ponad miarę, ale w normie, składająca się z olbrzymiej sukni ślubnej i 13 zdjęć. Suknia jest dla mnie 10 rozmiarów za duża, to tak jakby dziewczynka przymierzała prawdziwą suknię ślubną. Towarzyszą jej zdjęcia, na których bawię się suknią w przymierzalni. Ta praca powstała zaraz po studiach. Wiadomo, że dziewczyny po studiach marzą o sukni ślubnej. Moją też sfinansowali rodzice. Sukienka, to motyw, który towarzyszy mi przez cały czas. Kolejne były sukienki komunijne, kręcące się powolutku wokół własnej osi w swym pretensjonalnym przepychu. Towarzyszyły im suki kundelki, strażniczki mieszczańskich wartości. Pokażę również tę ostatnią sukienkę uszytą w Atelier Mody Kasi Hubińskiej z szalików kibiców reprezentacji Polski. Suknia wygląda jak balowa – gorset i kaskada falban, wszystko biało-czerwone. To strój dalece niepraktyczny, efektowny lecz znów nienadający się do użytku. Pomimo tego, że suknia jest piękna, uszyta na miarę, to zbyt obfite, ciężkie falbany krępują ruchy, a przy każdym poruszeniu suknia zsuwa się z drobnego ciała. Nadaje się tylko do tego by się szeroko uśmiechnąć, zarzucić biodrem i super wyglądać z tą szalikową polskością na zdjęciach. ”

 

Agata Zbylut

Warszawa, sierpień 2015r.

 

 

 

Lęk przed obecnością

 

Sztuka płynnej współczesności, której immanentną cechą jest brak trwałych wartości, staje się niezdolną do buntu sztuką bez właściwości. Pełniąc rolę narzędzia ideologicznego marketingu, w obszarze którego, jednostkowy dramat egzystencji i poczucie własnej etycznej odrębności zostają zuniformizowane. W konsekwencji stając się przedmiotem a nie podmiotem współczesności, porzucając dialog eschatologiczną narrację.

Lęk przed obecnością, a więc świadomym zakreśleniem granic, choćby po to, aby móc je przekraczać, prowadzi do procesu kulturowej homogenizacji. Agata Zbylut, granice określa jasno, budując własną tożsamość poprzez twórczą analizę rytuałów rzeczywistości społecznej, kulturowej i płciowej. Analizując płeć, rozumianą jako antropologiczny topos, przestrzeń kreacji lub opresji, pyta na ile jest ona świadomością własną a na ile zbiorową? Wieloznaczność pojęcia tożsamości nie pozwala na jego pełną werbalizację, co czyni ją szczególnie podatną na interpretacje oparte na wrażliwości własnej, społecznej i kulturowej, na sprzeciw lub akceptację. Dotykając pojęcia tożsamości płci, ale również tożsamości własnej, artystka definiuje ją poprzez własną obecność.

To interesujące, czy tak oczywista potrzeba opisania własnych granic służy artystce do nieustannego potwierdzania siebie samej czy przeciwnie, uruchamia proces transgresji będącej kreacją? Dotychczasowy kształt twórczości Agaty Zbylut poświadcza o jej gotowości do samostanowienia i podjęciu decyzji o byciu podmiotem a nie przedmiotem w twórczym procesie.

 

kurator ms44/Andrzej Pawełczyk

f

 

Agata Zbylut

 

W latach 1993-1999 studiowała w Instytucie Kultury i Sztuki Plastycznej WSP w Zielonej Górze (teraz Uniwersytet Zielonogórski), dyplom uzyskała w Pracowni Rysunku i Intermediów. W roku 2008 obroniła tytuł doktora sztuk użytkowych na Wydziale Komunikacji Multimedialnej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, w 2012 otrzymała tytuł doktora habilitowanego w Państwowej Wyższej Szkole Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.

Od 1995 pracuje jako artystka, brała udział w wystawach zbiorowych i indywidualnych w Polsce, Niemczech, Białorusi, Rosji, Francji, USA;

W latach 2000-2005 była kuratorką Galerii Amfilada. W 2004 koordynowała Narodowy Program Kultury „Znaki Czasu” w województwie zachodniopomorskim. W 2005 została odznaczona brązowym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Od 2004 pełni funkcję Prezesa Stowarzyszenia Zachęty Sztuki Współczesnej w Szczecinie. Pomysłodawczyni i kuratorka Festiwalu Sztuki Młodych Przeciąg. Od 2008 pracuje w Katedrze Projektowania Krajobrazu Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. Od 2010 r. pracuje również w Akademii Sztuki w Szczecinie, gdzie prowadzi Pracownię Działań Interaktywnych i Intermedialnych. Współpracuje z warszawską Galerią Program.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *